Paulina i Jacek

Wesele które chyba wpłynęło na moje życie…

uwierzcie, nie przesadzam.

Często robimy coś bez zastanowienia. Jakoś tak podświadomie, godzimy się na pewne działania, nie analizując konsekwencji. Tak było z tym weselem…

Miała to być sesja zdjęciowa extra, dodatkowe zdjęcia dla pary młodej. W zamian otrzymywałem zgodę na  użycie tych zdjęć w promocji mojej strony www.przemekbrzezicki.pl . Wesele trwało a zdjęcia szły „z gazem”.  Była wspaniała zabawa, młoda para całuśna, na luzie wszelakie ujęcia były takie jak chciałem.

Wszystko szło zgodnie z planem… tańce, tort, dym, zabawy, o północy na stół wjechał gulasz węgierski paprykowany, cudnie pachnący, wyglądający smakowicie. Z uwagi na zdrowotne komplikacje nie powinienem go nawet oglądać… ale, ale no cóż poszedłem po krawędzi i pożarłem niemałą porcję. Nic się nie działo. Konsekwencje dnia następnego były jednak bardzo bardzo… oszczędzę szczegółów. Szpital badania, zabiegi i przypadkowa diagnoza. Dzięki temu jest remis… i żyje.

Tak to właśnie jest, nigdy nie wiemy czy to co w danym momencie robimy nie jest dla nas wybawieniem.